Moje fretki
Hodowlane
Pieszczochy… ;-)
Te, które na zawsze zostaną w moim sercu… ;-)
Moja pasja
Nigdy?… a jednak…
Pasja?… i owszem…
Upodobałam sobie skrajności…
z jednej strony jasno ubarwione fretki, a z drugiej diabelsko czarne…
ale każda inna jest dla mnie szczególna…
a każda moja jest dla mnie wyjątkowa… ;-)
21 03 2008
Moje doświadczenie
Po wielu latach doświadczenia i kilkuletnich przemyśleniach na temat domowej hodowli fretek nadal mam wiele „niewiadomych”, „pytań” i „obaw”… Zazdroszczę, niektórym łatwości podejmowania decyzji o rozmnażaniu osobników NN (ale nie pochwalam!)…
Te kilka lat, ten krótki okres przenicował moje poglądy i zweryfikował kilkakrotnie wiedzę, którą cały czas staram się pogłębiać i oczywiście wdrażać w życie… Największa zmiana dokonana w naszej domowej hodowli fretek dotyczy chyba żywienia i kuwetki…
Moje fretki od początku są na diecie „naturalnej”, „surowej”, a najtrafniejsze chyba określenie to „domowej”… Stwierdziłam, że jeżeli chcę się podjąć hodowli fretek, to ich byt przynajmniej od strony żywieniowej, musi stać na wysokim poziomie, bo w końcu każdy wie, że wszystko co dobre, wypija się „z mlekiem matki”… ;-)
„Dziewczyny” najpierw były karmione kilkoma gatunkami surowego mięsa, później wzbogaconego jeszcze kośćmi i domowej roboty zupkami, zwanymi „gerberkami” (wywar/rosół mięsno-kostny z warzywami w postaci zmiksowanej papki)… Oczywiście, do każdego mięsa, czy to surowego, czy gotowanego dodajemy:
- suplementy witaminowo-mineralne
- wapno (sparzone, mielone skorupki jaj) w okresie laktacji i odkarmiania szczeniaków, gdy jest szczególne zapotrzebowanie na ten minerał
- jaja przepiórcze i żółtka innych gatunków jaj (kurze, kacze, gęsie)
- drożdże, algi, taurynę, hemoglobinę
- tłuszcze roślinne (wit. E) – olej lniany lub olej z ostu, z wiesiołka, słonecznikowy, z oliwek i siemie lniane
- tłuszcze zwierzęce – tran (w okresie zimowym i wylinki), oleje z łososia, smalec gęsi i wieprzowy, masło kozie i krowie
- smakołyki – zielony ogórek, czasami winogrono, zielona lub czerwona papryka, brzoskwinie, banany (lepiej podawać zielone owoce i warzywa, zamiast kolorowych)
Jak widać nie używam diet przetworzonych, komercyjnych dostępnych w sklepach zoologicznych… I stawiamy na bardzo duże urozmaicenie… ;-)
Czystość i zapach… to chyba jeden z większych problemów hodowli domowych… Przez kilka lat testowałam coraz „lepsze” żwirki, wchłaniające zapach o minimalnej ilości roznoszonej na mieszkanie i meble (bo fretki mają dostęp do każdego miejsca w domu)…
I nie zgadniecie co okazało się najlepszym patentem czystości i szybkiego sprzątanka!?… Najzwyczajniejszy w świecie papier z rolki, tylko dość sztywny i szeroki aby można było wyściełać kuwetki (tzw. czyściwo, np. Katrin)… Natomiast kadzidełka oliwne są skuteczne przy zwalczaniu zapachu, zwłaszcza gdy są połączone z cotygodniowymi wymianami posłań i hamaczków… ;-)
Pula genetyczna
Wracając do domowej hodowli fretek, mogę pochwalić się stadkiem fretek o wspaniałych, trzpiotowatych, wesołych i łagodnych charakterkach o „dorodnym” wyglądzie i zadbanych futerkach, a na dodatek posłusznych… ;-) … Ich ewentualni, przyszli partnerzy będą również dobierani wg powyższych kryteriów oraz z udokumentowanym pochodzeniem… Wszystkie te działania mają doprowadzić do coraz lepszej kondycji fizycznej i psychicznej oraz odpowiedniego behawioru maluchów, aby przyszli właściciele mogli jak najdłużej cieszyć się towarzystwem zdrowych fretek z domowej hodowli…
Długo myślałam nad kolorystyką oraz długością futerka przyszłych pokoleń i na chwilę obecną moim marzeniem, które chciałabym zrealizować, jest prowadzenie dwóch linii kolorystycznych (jasnej i ciemnej) halfangora… Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować plany, a przynajmniej będę się bardzo starać, aby osiągnąć wyznaczony sobie cel na tak wysokim poziomie… ;-)
15 01 2009
Wymagania formalno-prawne
Ferretta Passion*Pl, spełnia wszystkie wymogi formalno-prawne obowiązujące w Polsce i jest zarejestrowana w:
- URZĘDZIE SKARBOWYM
- Włoskim Stowarzyszeniu Fretek FURETTOMANIA (Associazione Italiana Furetti FURETTOMANIA)
– fretki od 08 sierpnia 2008
– hodowla od 01 października 2009


Stowarzyszenie działa jako organizacja non profit od 1999 roku, a w zakres jej działalności wchodzi:
- niesienie pomocy fretkom i ich właścicielom
- uświadamianie i nauka o fretkach
- pomoc w leczeniu i adopcjach
- dodatkowo zrzesza hodowców
20 01 2010
…
by: Ana
foto:
1) ferretta.pl
2) agrest
© All rights reserved or Some rights reserved, publikacja powyższych zdjęć wymaga zgody autorów
…

Yuuupi… doszła nasza legitymacja stowarzyszeniowa, od 1 października 2009 jesteśmy oficjalnie zarejestrowani pod nr. 1272 we Włoskim Stowarzyszeniu Fretek FURETTOMANIA… ;-)
wielkie gratulacje !
buziaki dla Ciebie i całego stadka :*
Dziękować, dziękować… Wymiziaj te swoje 5 sttfforów… ;-)
Witam :)
Jestem pod ogromnym wrażeniem Pani strony !Czytam i czytam, muszę odświeżyć swoją wiedzę bo przez ostatnie kilka lat nie miałam na to czasu a widzę, że mnóstwo się w temacie fretek pozmieniało.
Jestem „mamą” 3 fretek, pierwsza, zupełnie nieplanowana ;) zakupiona podobnie jak Pani pierwsza fretka, w sklepie zoologicznym w 2001 roku towarzyszyła mi przez 7 lat, była ze mną (a ja z nią) związana w sposób wręcz niesamowity. Do dziś jest żywa w moim sercu.
Po B. nie wyobrażałam sobie życia bez fretek. Roczna N. odkupiona od znudzonej studentki właśnie wczoraj, po zaledwie 4 latach życia, odeszła :((( Moja drobna fretka o wielkim, zlotym sercu, mój mały dzielny kapitan (kapitanka ?) przegrała z chorobą i znów jest diabelsko ciężko… F. kupiona z domowej hodowli, mała słodka diablica :) Gdybym kilka lat temu wiedziała jakie problemy i zawirowania czekają mnie w przyszłości, nie zdecydowałabym się na N. i F. :( Ciągłe przeprowadzki, coraz mniejsze fundusze, nie planowałam tez dziecka co już kompletnie uniemożliwiło mi zapewnienie moim dziewczynkom takich luksusowych warunków jakie miała moja pierwsza frecia :( Choć przyznam, że jestem z moich „córek” (i z siebie chyba troszkę też ;) bardzo dumna, bo mimo ciężkiej sytuacji (samotna matka, z kiepskimi funduszami, aktualnie mieszkająca na 28 m.kw) jakos sobie poradziłyśmy z tematem fretka a dziecko… nawet z N. vel Gryzeldą vel Terrorystka nie było tak źle ;) plan zadziałał no powiedzmy w 80 % :)
Synek trochę podrósł, daje chwilę odetchnąć więc przekopuję Pani imponująca stronę N. i F. jadały suchą karmę dla fret, gotowne mięso i czasem gerberki.
Śmierć N. mnie dobiła, ale i zmobilizowała… chcę aby F, była ze mną jak najdłużej i żebym miała paść na twarz i jeść „chleb z cebulą” to zrobię wszytko żeby ta mała cholera była ze mną jak najdłużej…
W odniesieniu do smakołyków i kuwety:
- o rodzynkach i winogronach nie miałam pojęcia ! Dziekuję za info
- banany tez dawałam ale… kiedy synek miał pól roku dostał uczulenia na policzku. Interesują się sztuką kulinarną i ogrodnictwem (szczególnie uprawą warzyw organicznych) i mam świadomość „jakości” żywności dostępnej na naszym rynku :( Banany są uprawiane w siatkach nasaczonych chemią, zbierane w fazie początkującego dojrzewania, kąpane w basenach z chemia w celu wstrzymania procesy dojrzewania. Po osiagnieciu miejsca docelowego transportu, są znów pryskane chemią w celu przywrócenia procesu dojrzewania, by na nasze stoly trafiały piękne, żółciutkie banany :( Po uzyskaniu tych informacji, przestałam dawać synkowi banany… uczulenie na pół policzka zmniejszyło się do wielkości orzecha włoskiego. Aktualnie z racji pory roku, podaję synkowi jedynie warzywa z własnego ogródka bez grama chemii… uczulenie jest ledwo widoczna plamką wielkości ziarnka grochu…
Zatem uważam, że podawanie fretkom bananów jako smakołyku jest kompletnie bez sensu.
A popos kuwety… czasem wyścielałam kuwetę grubą warstwą ręczników papierowych.U mnie egzaminu nie zdały, choć przyznaję, że smrodek mniejszy niż w przypadku tanich, kocich zbrylających się piasków. U mnie najlepiej sprawdza się Catsan lub gruby zwirek silikonowy.
Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za te stronę. Takie kompendium oparte na solidnych materiałach to czyste złoto. Uzyskuję przydatne info bez przekopywania się przez setki stron forum i sprzecznych informacji, co pozwala mi na parę dodatkowych, bezcennych dla mnie godzin snu ;)
Czy w takim razie przyjęłaby Pani moją propozycję? :)
Oczywiście… Pisz na email… ;-)
Już napisałam ^^
Vixenik i Visiololo odjechali od babuszki… buuu ;-(
Mam nadzieję, że każdy szanujący się hodowca pamiętał o druczku PIT-6, który należało złożyć do wczoraj w US… ;-)